Cieszę się bardzo, że udało się zgodnie z zaplanowanym terminem, czyli dzisiaj 13 marca 2015 roku uruchomić stronę bloga:

 

Chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować twórcy szablonu  bloga Arkadiuszowi Michowskiemu za włożony wysiłek i wielkie zaangazowanie w jego powstanie jak również Klaudi Manteufel za stworzenie loga oraz udekorowanie trzepaka. Serdecznie Wam Dziękuję ! Dodam tylko , że są to bardzo młodzi, 18 letni ludzie, którzy posiadają już tak wielkie zdolnosci , pokłon i szacun dla nich z mojej strony.  

 

 

Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę powitać facebookowych fanów, którzy od ponad miesiąca cierpliwie czekali na tę pierwszą odsłonę.  Oczywiście, równie Serdecznie Witam Wszystkich Nowych Gości i zapraszam do lektury pierwszej części mikro powieści fantastyczno-biograficznej pod tytułem.:

„Reset”

 

Część I Lorelei"

 

Wyjrzałem przez okno na przeciwległy brzeg. Nad wodą unosiła się mgła, jakby para, sięgająca jedynie do półtora metra wysokości budynków. Wyglądało to niezwykle zabawnie. Przemieszczające się postacie pozbawione były nóg, chodzące popiersia niczym pomniki. Widok był imponujący.

Nie marzyłem, że otrzymam na pożegnanie się (być może na zawsze) z widokiem swojego ukochanego miasta, efekty specjalne na dokładkę.

W powietrzu mimo porannego jeszcze chłodu czuło się wiosenne tchnienie. Po wodzie w kierunku przystani płynął maszt, bez żagli, z polska flagą pod salingiem,  świadczyło to o obcej banderze jednostki. Zamyśliłem się na chwilę. Przypomniałem sobie mgłę, jaka mnie kiedyś zaskoczyła na Zalewie Kamieńskim podczas rejsu do Dźiwnowa. Tamta mgła była jednak zupełnie inna, gęsta jak mleko. W środku dnia, niemalże w południe, widoczność spadła prawie do zera. Siedząc przy sterze nie widziałem dziobu swojego jachtu, a nie ma on trzydziestu, lecz zaledwie siedem metrów długości. W oddali słychać było wyraźne wycie syren, które zostały włączone nad morzem. Ostatni odcinek, jaki trzeba pokonać by wpłynąć do Dziwnowa to wąski kanał, na którym po bokach, aby było trudniej lub śmieszniej rybacy ustawiają sieci. Zastanawiałem się, czy płynąć, czy może odbić trochę i stanąć na kotwicy, aby przeczekać. Ryzyko było takie samo, albo zderzyć się podczas płynięcia, albo zostać przez kogoś staranowanym, stojąc na kotwicy nieopodal. Płycizny uniemożliwiały dalsze oddalenie się. Wybrałem to pierwsze. Pośpiesznie odczytałem z mapy kurs wyznaczający środek kanału.Do ręki wziąłem sygnalizator akustyczny, wypróbowałem, działał wydobywając z siebie przeraźliwy dźwięk . Na wolniutko terkoczącym silniku płynąłem, mijając kolejne boje. Udało się. Na szczęście nie spotkałem nikogo płynącego naprzeciw. Gdy już przycumowałem na miejskim nabrzeżu, mgła jakby z lekka wydawała się rozrzedzać. Tak gęstą mgłę, miałem szczęście doświadczyć tylko raz w życiu. Przeszedłem się do maleńkiej przystani przy porcie rybackim, by zorientować się, czy są w niej wolne miejsca na postój. Dowiedziałem się, że właśnie trwa akcja ratunkowa wyciągania niemieckiego jachtu, któremu podczas mgły, nie udało się trafić między główki kanału prowadzącego do portu. Sztrandował, czyli napłynął zbyt blisko brzegu i osiadł na mieliźnie.

Jeszcze ostatnie spojrzenie przez okno, tu mgła również schodziła coraz niżej. Popiersia otrzymały korpusy wraz z nogami a i maszt otrzymał kadłub, jak się okazało szwedzkiego jachtu. Żuraw rzucił do mnie swój ostatni uśmiech, jakby chciał powiedzieć, wracaj tu kiedyś jeszcze stary.

 

  

Podjechała taksówka, zamknąłem okno i zszedłem na dół. Jazda na lotnisko trwała kilkanaście minut. Słońce odbijało się w szybach lśniącej hali odlotów. Zapowiadał się piękny słoneczny dzień. Samolot wystartował z lekkim opóźnieniem przez jakiegoś łysego polityka, którego przed pasażerami dowiozła pod samolot czarna limuzyna boru, aby jako pierwszy wraz ze swoim gorylkiem mógł zająć miejsce. Nie wiem, czy było mu miło, kiedy każdy wsiadający pasażer obcinał go wzrokiem, wysyłając mu odpowiednie do sytuacji spojrzenie. Nie dość, że lata za naszą kasę to się jeszcze spóźnia, dupek..... zapewne pomyślał każdy wsiadający. Szczególnie zezłoszczeni byli ci, którzy wskutek tego opóźnienia nie zdążyli na odlot następnej maszyny w rejsie łączonym. Było ich kilku, lecących docelowo do Włoch i Hiszpanii, głośno komentujących zaistniałą sytuację stewardesie.  Wystartowaliśmy, samolot skierował się najpierw na południe. Dzięki temu, przy wspaniałej widoczności otrzymałem bonus, widok  miejscowości w której się urodziłem. Pięknie położonej wśród borów tucholskich, w towarzystwie dwóch najpiękniejszych według mnie jezior świata, małej miejscowości o nazwie Czersk.

 

 

 

Pół godziny później lądowaliśmy.  Na szczęście byłem u celu swej podróży i nie złościłem się absolutnie z powodu maleńkiego opóźnienia. Czymże było te kilka minut?  Jednym maleńkim ziarenkiem piasku w klepsydrze życia, która już niedługo zostanie ponownie obrócona.

Na lotnisku, w barze kawowym nieopodal schodów ruchomych wypiłem przepyszne espresso i udałem się ku wyjściu. Stało przy nim kilka osób trzymających kartki z nazwiskami. Na jednej z nich dostrzegłem swoje nazwisko. Kartkę trzymały dwie prześliczne, wyróżniające się z pośród pozostałych osób szykiem i elegancją damy w super skrojonych niesamowicie dopasowanych garniturkach w kolorze Champagne. Prawie oniemiałem i poczerwieniałem z wrażenia, tak piękne kobiety widzi się jedynie na wybiegach pokazów mody czy wyborach mis. Nogi moje, jakby nagle odmówiły posłuszeństwa, stały się dziwnie miękkie i ciężkie, przestały mnie słuchać. W końcu odlepiły się od podłogi, pozwalając mi ruszyć w kierunku tych ślicznotek. Podszedłem i drżącym głosem wykrztusiłem, - to ja

Panie obdarowały mnie tak przecudnymi uśmiechami, że poczułem jak pulsuje mi skroń, że pomyślałem: taki obciach, pewnie zaraz zemdleję.

Uratował mnie powiew świeżego wiosennego powietrza wpadający przez otwierające się w tym momencie drzwi. Panie wypowiedziały swe powitalne formułki, po czym ruszyliśmy do wyjścia.

Na zewnątrz stał piękny, lśniący w słońcu Rolls-Royce , oczywiście rocznik 1962  w kolorze Champagne.

 

Przy nim, Pani szofer, w eleganckim, nieco ciemniejszym odcieniu szampańskiego koloru garniturku. Równie piękna jak dwie pozostałe. Powitała mnie słyszaną już wcześniej formułką, otworzyła tylnie drzwi limuzyny i zaprosiła do zajęcia miejsca. Drzwi auta były tak wielkie, że wejście do środka nie wymagało żadnego wysiłku ani zdolności akrobatycznych, jak w przypadku mojego auta. Nigdy wcześniej w życiu nie siedziałem tak wygodnie i przestrzennie w jakimkolwiek aucie. Dwie Panie, które powitały mnie na lotnisku z gracja zajęły miejsce w aucie naprzeciw mnie. Mogłem teraz z bliska przyjrzeć się ich twarzom, były bez skazy, po prostu anielskie. Obie miały śliczne usta, zgrabne noski i wielkie zmysłowe lazurowe oczy. Dziwne pomyślałem, że maja taki sam kolor oczu, chociaż mają różny kolor włosów. Jedna była blond, druga ruda. Uszczypnąłem się, by upewnić, że to nie sen. Różnie wyobrażałem sobie ten dzień i śnił mi się niejednokrotnie. To, co się w tym momencie działo, było niezwykłe, lepsze od snu. Ruszyliśmy. Nie czułem się jak w samochodzie. Jakbym nadal znajdował się w przestworzach, nie w samolocie, lecz na jakiejś chmurce. Wydawało mi się lecieć, płynąć na niej………………

 

- Koniaczku, czy może cos orzeźwiającego? Może szampana? - padło pytanie Hostessy, które                 sprowadziło mnie z powrotem na ziemię.

- Koniaczku proszę - odpowiedziałem, kiedy w końcu głos przestał mi drzeć.

- Czy może być Martel?

- Oczywiście, proszę - odpowiedziałem -  o ile się nie mylę, to jeden z najlepszych, pośród koniaków.

- Bardzo proszę, to bodajże Pana rocznik.

Rzeczywiście na butelce wyraźnie dostrzegłem 62. 

- To ponoć jeden z lepszych roczników poprzedniego stulecia - kontynuowała Hostessa.

- Najlepszy proszę Paniąodpowiedziałem - niepowtarzalny, jedyny w swym rodzaju.

- O! Nie wiedziałam! Chętnie zapamiętam!

- Proszę, bo warto.

- Więc na zdrowie, za Pana przyszłość!

- Dziękuję, na zdrowie, za przyszłość, moją jak i Pań również.

-  Smakuje?

- Excelent,wyśmienity - odpowiedziałem - gdybym przyszłość miał wyrazić smakiem to pragnąłbym       by była jak ten koniak.

- Pewnie taka będzie, wkrótce się Pan przekona. Jest Pan zaledwie krok oddalony od swej nowej przyszłości. Jesteśmy już prawie na miejscu, właśnie wjeżdżamy w ostatnią Aleję im gen. Stanisława Sosabowskiego, potem już tylko Plac 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej i będziemy na miejscu. Mimo tego, że nie jestem wiele starsza od wieku, w którym Pan zacznie od nowa, zazdroszczę Panu. Mam tak wiele pomysłów na swe życie, że gdybym mogła, wprowadziłabym tyle poprawek do już przeżytego okresu, że chętnie już  bym się resetowała.

- Ja natomiast, widzi Pani w przeżytym okresie nie korygowałbym prawie nic. No może, poza drobnymi upiększeniami. Cieszę się natomiast, z bagażu, jaki posiadam. Gdybym nie mógł go zabrać z sobą, pewnie nie zdecydowałbym się na tę przeprowadzkę.

- Bardzo miło słyszeć, gdy ktoś może cos podobnego powiedzieć o swym życiu - skomentowała             Hostessa

- Od kiedy tu pracuję, napotkałam niewielu klientów, którzy decydowali się na zabranie swojego całego bagażu. Większość zabiera ze sobą niewielki bagaż, uzupełniając go gotowymi scenariuszami, które mamy w naszej ofercie. Jeszcze raz musze  powiedzieć, zazdroszczę Panu. Pozostawia Pan sobie przez to, możliwość powrotu do tak wielu miejsc i ludzi, których Pan  kocha. Ci, którzy wymazują swe wspomnienia, nie maja już takiej możliwości.  Może Pan nazwać się szczęściarzem, zaczynam  pomału wierzyć, że 62 to rzeczywiście wyjątkowy rocznik.

- Życzę Panu wiele szczęścia i satysfakcji podczas brnięcia przez kolejne dekady swego nowego życia. Na imię mam Lorelei, to  tak na przyszłość, jakbyśmy mieli okazję się jeszcze kiedyś spotkać.

Puściła zadziornie oko i uśmiechnęła się do mnie.

- Życzę również powodzenia, trzymam kciuki, aby się wszystko dobrze ułożyło. Jesteśmy na                   miejscu. 

Poraz pierwszy odezwała  sie druga hostessa , miała bardzo ładny ciepły głos.Auto zatrzymało się przy budynku. Pani szofer zgrabnie otworzyła nam drzwi, hostessy z taką samą elegancją jak wcześniej wsiadały opuściły teraz pojazd, czekając na mnie. Ja mniej zgrabnie wygramoliłem się z auta. Rzuciłem okiem na budynek, był naprawdę niesamowity. Jego fasada wykonana była całkowicie ze szkła, coś imponującego, niezwykle futurystycznego, czegoś podobnego wcześniej nigdy nie widziałem.Hostessy zapraszającym gestem wskazały mi drzwi wejściowe. Ruszyłem, drzwi otworzyły się szeroko. Po środku olbrzymiego holu znajdowały się szerokie, szklane schody, wyłożone pięknym niebieskim welurowym dywanem. Prowadziły na półpiętro, na którym znajdowało się cos przypominającego recepcję. Panie Hostessy znowu zachęcającym gestem wskazały mi , abym nimi wszedł do góry. Po stąpnięciu na pierwszy schodek usłyszałem w tle „Stairway To Heaven” Zeppelinów, ulubiony utwór z moich młodzieńczych lat, skąd wiedzą? Pomyślałem.  W tym samym momencie jak grom przeszyła mnie myśl. Wspomnienie pochodzące z tego samego okresu, co ten utwór. Bezsensownie wówczas opowiadałem, że jeśli będę miał w przyszłości córkę, nazwę ją "L o r e l e i" tak niezwykłe i fajne wydawało mi się to imię, nawet tak naprawdę nie wiedziałem czy wogóle istnieje czy jest  tworem mojej fantazji.

Przez całe życie nie spotkałem ani jednej Lorelei, córki również nie miałem, którą mógłbym tak nazwać. A tu nagle, taki zbieg okoliczności?

Wchodziliśmy już na ostatni schodek, Hostessy przyspieszyły i wyrównały poziom, stojąc teraz na równi ze mną.  Lorelei zanim otworzyły się kolejne drzwi nieznacznie przechyliła się w moją stronę i muskając mnie delikatnie ustami po uchu szepnęła:

- meMelku, będziesz kiedyś mój, zobaczysz.......

Poczułem gęsią skórę po całej lewej stronie ciała, ponownie zrobiło mi się słabo, uszczypnąłem się myśląc, wystarczy, obudź się w końcu z całej tej farsy, z tego kiczu. Drzwi znowu błyskawicznie się otworzyły, moje nozdrza dosięgł niezwykle przyjemny zapach i powiew jakby morskiej bryzy. Nie obudziłem się, to działo się naprawdę. Przede mną stała w recepcji już nie w garniturze, a w przepięknej koszuli uśmiechnięta nieco starsza(30-35 max) elegancka Pani.

- Cieszymy się Panie Markusie, że mamy przyjemność przywitać i gościć Pana w naszych skromnych     progach. Jak minęła Panu  podróż?

W tym momencie obróciłem się, gdyż koło siebie nie widziałem już Hostess, z którymi przyjechałem. Za mną niestety też już ich nie było.

- Dziękuję, bardzo dobrze.

Obejrzałem się raz jeszcze. 

- Panie, które mi towarzyszyły były niezwykle sympatyczne - szczególnie Lorelei, pomyślałem - było     mi bardzo miło.

- Cieszę się, jest nam również niezmiernie miło słyszeć pochlebną opinię na temat naszego personelu. Dokładamy wszelkich  starań, by nasi klienci czuli się w pełni usatysfakcjonowani. Panie Markusie, czy chciałby Pan, najpierw trochę jeszcze odpocząć  po podróży zanim zaczniemy nasz "Check In"? Czy chcemy może od razu do niego przejść?

- Nie jestem absolutnie zmęczony, wręcz przeciwnie, czuję się świetnie, zatem uważam, że możemy     zaraz do niego przystąpić.

W tym momencie ściana za recepcją zaczęła się rolować.  Gdy się już całkowicie zrolowała do pomieszczenia jakby z tła weszły kolejne hostessy. Pani z recepcji powiedziała:

- przedstawiam Panu, to są Panie, które zajmą się Panem podczas CheckInu i które będą Panu               pomocne w  procesie transformacji. Proponuje wznieść toast za powodzenie naszej ..................... 

W tym momencie, nie wiedząc skąd na środku pomieszczenia pojawił się stolik z napełnionymi Champanem kieliszkami. Zdołałem policzyć, Pań było dokładnie 13. Z jeszcze większą nieśmiałością podszedłem do stolika, podniosłem swój kieliszek.

- Za zdrowie Pań - wybełkotałem.

- Za Pana Zdrowie i za Powodzenie,  - odpowiedziały.

 

Jak szampan spływający pomału przez moje gardło, przepływała przez mój umysł myśl. 

Czy była to właściwa decyzja ?

Kim jest Lorelei? 

Czy zdołam się kiedykolwiek dowiedzieć?

 

cdn.

meMel

 

 

 

 

 

* zdjęcie tytułowe "Żuraw we mgle"  jest autorstwa „pedeka.pl" za ktorego zgodą zostało opublikowane 

Dyskutuj
natrzepaku przestrzegamy następujących zasad.: Panuje tu miła , sympatyczna i przyjazna atmosfera, wrogów oraz szpiegow z innych podwórek którzy nie posiadają identyfikacji typu facebook, Twitter,Disqus czy potwierdzony e-mail nie tolerujemy, w przypadku wulgarnych , hajterskich komentarzy natychmiast je usuwamy wysyłając autora na wietrzną banicję. Nie tolerujemy samoreklamy kosztem zamieszczonego komentarza odsyłającego do swego profilu czy strony internetowej.
Facebook - polub mnie
Radio Trójka
Wytrzepane